Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prowadzi dłonie poety,
Co wiąże codzienności białe i żałobne
Serwety
Wokół szyi szeleszczące, sztywne i chłodne.

A w ów poranek wzmogą się, pobiegną, wyfruną fontazie,
Jak sztandary bijące, trzepocące o twarze.

W ów dzień opuchłoszyi pójdę ulicą,
Zerwą się zewsząd i szeroką, jak horyzont, ogarną mnie pętlicą.

I już się nie wywinę, nie wydrę im z duszą,
Gdy mnie opaszą wkrąg,
Oczy zagaszą
I zduszą
Miljonem rąk.