Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O gdzież przepadła
Młoda ma twarz z przed laty, chwytana przez luster cienie,
Dokąd powędrowało tamto bezpowrotne wejrzenie
I cóż kryje za sobą gorzka głąb zwierciadła?

Okna zasuwają z hukiem zielone żaluzje,
Bramy się zawierają, tajemne, jak dekret,
Cały świat do ust przykłada wielki palec:
Sz-a, Sekret.

Po dniu nieprzytomnym, po nocy ciężkiej, jak kłoda,
Moje oczy wypełzłe, biało-mysie, stare,
Co rano zalewają snu przezrocze wody:
Ze studni niepamięci wracające czary.

Ciągle czuję rytm rzeczy, co w niebie kołacze,
Wymachuję rękami, wtłoczony między ostrza niewidzialnych śrub,
Aż wydrę się z otchłani, wyplączę z rozpaczy,
Gdy zwalę się na ziemię, zdziwiony miękki trup.