Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


TAMTOŚĆ

Płynne szkło w niepojętym kołysie dorożki,
Domy skośne naodwrót w mijającem lustrze,
O, któż z was, dźwigających horyzonty gorzkie,
I ulicą złamaną idący, idący,
Wreszcie się ustrzegł,
By nie pomyśleć o tem, co nie przyjdzie, jutrze?

Będę krzyczeć: między ulice realne
Nie chcę z tamtego świata pasażera,
Kto go opuścił w dnie straszne upalne,
Niech go z powrotem zabiera!

Każdy pamięta z dzieciństwa palącego lęku,
Co nigdy nie wystygnie,
Szum ciemności u drzwi niewiadomego pokoju,
Powracający w malignie.