Strona:Stefan Napierski - Poemat.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jakież wichury wskrzesiły chłodne romańskie tumy,
O, któż was rozpętał, opętał,
Kościste tłumy:
Karykatury Boga, romantyczne zwierzęta?

O, nie chroń się w popłochu w ciemny kąt salonu,
Za rolet lunatyczność, za koronki kotar,
Oto księżyc, podobien zielonemu gronu,
Wypłynął i o zęby dzwoniące się otarł,
O, dłoni nie podawaj płynącym akordom:
Klawisze — cienie muskają niewidzialną hordą.

Co noc księżyc opływa park, straszliwie tyje,
I bawi się listkami srebrzystemi drzew:
ON kuca mi na piersi i wysysa szyję —
Ssie mą starą i jasną, mą umarłą krew.