Strona:Stefan Napierski - Obrazy z podróży.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VILLE-FRANCHE
Gdy odczytuję błahą nowelę Sienkiewicza, wspaniałego stylisty,
(Pamiętam te zielone tomiki, kradzione i wertowane na pluszowych fotelach o zbyt wysokich poręczach),
Wspominam na nowo: Ville-Franche.
Dzisiaj powiedziałbym chyba: w girlandach gór, gdybym, posłuszny modzie, nie podrwiwał z sentymentalizmu,
Ale każde przypomnienie — to, co zostaje z realności — jest czułe przez swą daremność.
Jeden pancernik, czarny i lśniący: „Patrie”.
Odbijało się łódką, lekko kołysaną przez dyszące fale,
Ponad żelazną ścianą przerzucano drabinki,
A flagi na masztach trzepotały wesoło.
Marynarze z podkasanemi na grube i czarne ramiona rękawami
Oprowadzali po pokładzie, pokazując z uśmiechem działa.
Dotykało się ich ostrożnie, jak zwierzęcia,
I przeczuwało podróże, które miały zakończyć młodość.
Nie wiem nic więcej o „Patrie” ponad to, co jeszcze pamiętam,
I nigdy nie dowiem się imienia prawdziwej ojczyzny.
Ale dość symbolizmu! Chciałbym tylko pokazać, że pluskały się ryby,
I dna nie było widać poprzez czarne bałwany.