Strona:Stefan Napierski - Obrazy z podróży.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szarawo srebrnieją winnice,
rudawo płoną bory.

O, rozrzucone na wiatry
słowa moje pochwalne:
mój Boże! już kwitną astry.



ZEGARY W TREWIRZE

Z trudem, z jękiem chrapliwym, biją, jak w studni, zegary,
błagając niebios umarłych: a może centurjon przybieży?
Tynk się sypie miarowo z dostojnych łuków prastarych,
jakby nie młot, ale Anioł, kuł w tarczę miedzianą wieży.

Między sklepienia omszałe, gruzy imperatorów,
ruiny, walące się zwolna, kroczę w miesięcznej ciszy,
budzący werk szczękający, wrzaski tragicznych chórów —
— dudnienia kroków na płytach nikt, prócz zegarów, nie słyszy.