Strona:Stefan Grabiński - Salamandra.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak, lecz potem rozlała ją po stole na dowód, że w przyszłości nie będzie już potrzebowała tego środka.
Oczy Andrzeja nagle ożywiły się.
— W takim razie muszą tu być jeszcze jakieś ślady, o ile woda nie wyparowała.
I uważnie zaczął badać płytę stołu.
— Jest! — zawołał po czasie z triumfem. — Heureka!
Podbiegł do Athanora i, wyjąwszy z czeluści platynowy tygiel, zgarnął doń łyżką resztki płynu.
— Cudownie!
Wstawił naczynie w niszę w ścianie obok pieca i zatarł z zadowoleniem ręce:
— Znalazłem nareszcie punkt zaczepienia.
Patrzyłem na jego ruchy osłupiały.
— Co to wszystko ma znaczyć?!
— Wyjaśnię ci kiedyś później. Narazie rzecz to zbyteczna. Gotujemy się do walki, Jur! — dodał z błyskiem energji w siwych oczach.
Wyjął z za gorsu koszuli jedwabny woreczek, rozsunął taśmę szyjki i wydobył z wnętrza marmurowy krążek z wizerunkiem sześcioramiennej gwiazdy na tle lazurowem.
— Znasz to? — pokazał mi zdaleka.
— Talizman?
— Nie — pantakl.
— W każdym razie coś pokrewnego.
— Zapewne, lecz są i zasadnicze różnice. Talizman służy do zgęszczania i skupiania energji tej planety, w której znaku urodził się jego właściciel. Posiada zatem znaczenie czysto indywidualne; jako związany najściślej z danym osobnikiem i jego pla-