Strona:Stefan Grabiński - Salamandra.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ależ to było gdzieś na pierwszem piętrze! — krzyknąłem niemal wyprowadzony z równowagi jego spokojem. — Gdzie tu kto kiedy widział w tym domu jakieś schody na piętro lub przedsionek z kolumnami?!
Uśmiechnął się pobłażliwie:
— Więc wyobraź sobie np., że byłeś przez trzy godziny w t. zw. czwartym wymiarze zaludnionym chwilowo przez Kamę niektóremi elementami mego domu. No, cóż, zrozumiałeś?
— Nie bardzo.
— Trudno. Na to już nie poradzę... Ale, ale!... Chciałem cię jeszcze o coś zapytać. Czy nie wpadł ci tam w oko jakiś przedmiot, którego u mnie nie widziałeś? Rozumiesz? Chodzi o to, czy nie zauważyłeś w tamtej przestrzeni jakiegoś elementu zupełnie tu obcego, heterogenicznego?
— Poczekaj chwilę... Tak — przypominam sobie... złotą czarę...
— Która stała w środku koła z wpisanym w nie znakiem septenera, co?
— Septener? Co to takiego?
— Obraz syntetyczny siódmego arkanu Tarota: figura geometryczna w formie siedmioramiennej gwiazdy ze znakami siedmiu planet po rogach. Dewiza: „Spiritus dominat formam.“[1]
— Tak. Widziałem istotnie ten symbol nakreślony kredą na stole... Patrzyła w głąb tej czary, gdy wchodziłem.

— Naturalnie była woda?

  1. „Duch rządzi kształtem.“