Strona:Stefan Grabiński - Namiętność.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wało oglądanie podarków — słoneczna radość Stachy przeplatana wyrzutami z powodu rozrzutności Henia, uśmiechy, pocałunki i łzy... łzy szczęścia w dużych, fiołkowych, cudnych oczach. Popołudniu schodzili się krewni i znajomi...
Tak było dawniej, przed laty. Od czasu fatalnego odkrycia zwyczaj ten ustał. Henryk nie składał jej nawet życzeń. Raz tylko, w pięć lat po katastrofie spróbował nawiązać nić pięknej tradycji. Dnia tego po powrocie z miasta spostrzegła Stacha na swej konsoli flakon z przepysznemi purpurowemi różami. Łuniński, który w przyległym pokoju palił milcząco papierosa we fotelu naprzeciw lustra, śledził żonę z bijącem sercem. Stacha zdawała się w pierwszej chwili głęboko wzruszona; ciemny rumieniec objął łuną matowe policzki aż po skręty jasnych, złotawo połyskujących włosów na skroni. Wyciągnęła odruchowo rękę ku kwiatom i... nagle cofnęła ją z powrotem. Po chwili siedzieli przy obiedzie milczący i obcy. Gdy tego dnia Łuniński wrócił do domu późno w nocy po kilkugodzinnej, hazardowej grze w bridge’a w klubie urzędniczym, zastał w swym pokoju na biurku flakon z purpurowemi różami. Wtedy otworzył okno i wyrzu-