Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mierza zamknąć przed nimi zupełnie swoje graninice.
Tam łup, tam żywność dla wszystkich!
Prawda, że Budda nie pozwala zabijać nawet pasorzyta, ale jakże sprzeczne jest życie z nauką Oświeconego! Jakże często przecież nawet święta Lhassa staje się w czasie uroczystości noworocznych, skupiających tłumy wiernych, widownią rzezi krwawych i to śród bogobojnych lamów?
Lamaizm uczy, że tylko lamaity ciało jest cenne, lamaita więc tylko może być zbawiony. Inni ludzie, choć posiadają wygląd człowieczy, nie stoją pod względem duchowym wyżej, niż zwierzęta. Dlaczego więc nie zapewnić im zbawienia choćby siłą, rozszerzając przytem panowanie lamaizmu nad światem[1].

Tak rozmyślał potężny a buntowniczy chubilchan z monasteru ałtajskiego, i drgało już, jak powietrze upalne nad łanami zboża lub nad pasące-

  1. Ciekawą jest rzeczą, jak buddyzm pierwotny, oparty na intelekcie i wyłączający w poglądach swych na przeszłość i przyszłość zupełnie wiarę w Boga oraz w istnienie duszy i świata pozagrobowego w pojęciu chrześcijańskiem, staje się zczasem religją ezoteryczną. W wędrówce z nad Gangesu na północ wchłania cześć dla mnóstwa bóstw hinduskich, zwłaszcza wyznawców Siwy, a dotarłszy do Tybetu, przesiąka tam szamanistycznym kultem mnóstwa duchów, wytwarzając nową wiarę: lamaizm, będący już — jak pisze prof. Rhys-Dawids — wprost przeciwieństwem pierwotnej ateistycznej nauki Sakkia Muniego Gotamy (Buddy, t. j. Oświeconego), który z postaci historycznej stał się z biegiem czasu bóstwem.