Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mi się w stepach stadami, hasło nieme: Na zachód, na zachód! Szeptano o niem, jak o dziwnem objawieniu, we wszystkich chanatach mongolskich, i w prowincjach chińskich, i tam daleko na południu, w Annamie, Syjamie, Birmanji...
Mistyczny szał ogarniał ludy azjatyckie. I nadeszła wreszcie chwila wybuchu, a wywołali ją Palacze opjum.

*

Przed laty wielu, gdy pod naciskiem kongresów międzynarodowych i agitacji higjenistów całego świata zakazano zupełnie pod surowemi karami handlu opjum i gdy pod rządami nowego bogdychana — prastare bowiem Chiny nie mogły ostać się, jako rzeczpospolita — poskromiono nareszcie samowładztwo tuchunów[1], uprawiających handel ten na własną rękę — gdzieś nad brzegami Hoang-Ho niedaleko Wielkiego muru powstało bractwo tajemnicze, nie mogące się pogodzić z nowym porządkiem rzeczy. Bractwo to wzięło sobie za cel pielęgnowanie starych zwyczajów i obyczajów, a jednym z nich było palenie opjum.

Bowiem zupełny zakaz palenia opjum stał się gwałtem, zadanym naturze Chińczyka. Narkotyzujący wyciąg makowy przez tyle wieków używany z pokolenia w pokolenie wszedł w krew synów

  1. Tuchun — wielkorządca prowincji.