Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzędach za wskazówkami innych chubilchanów. Tylko niepojętą, poskramiającą wszystko potęgą ducha zdobył cześć i hołdy, pociąga za sobą rzesze.
Wszak wymownym dowodem tej potęgi jest niepokój, który ogarnął Dalaj-lamę, i Bogdo-lamę i lamę Sakjaskiego, i chutuchtów, a nawet dalekiego radżę Butanu na wieść o rosnącym wpływie jego śród lamaitów wszystkich krajów. Ale nie obawiał się skutków tego niepokoju. Potęgą ducha odgadywał tych, których nadsyłano, aby go usunąć. Wystarczało mu spojrzenie dla rozeznania śród obcych przybyszów pod żółtą szatą świątobliwych lamów lekarzy-trucicieli, i usuwał ich samych na zawsze.
Zew jeden, ale potężny, ruszy rzesze! Garstka dzielnych i wiernych wojowników pociągnie za sobą cały świat mongolski. Przecież Czingis i Timur nieinaczej rozpoczynali swe słynne podboje!
A podłoże do podbojów istniało gotowe. Widział i czuł dobrze wrzenie, szerzące się śród ludności wszystkich krain azjatyckich wskutek ich przeludnienia. Japończycy dusili się wprost z tego powodu na swych wyspach, a ileż to setek tysięcy ludzi kosił corocznie głód w płodnych Chinach wskutek braku ujścia dla nadmiaru ludności? Wszak nawet stepową Mongolję zalewali już wygłodzeni Chińczycy! Jednocześnie Europa cieszy się dobrobytem i beztroską i, choć ma tyle jeszcze miejsca dla głodnych Azjatów, jednak za-