Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chinalnie na zegar. Zaledwie dwanaście minut upłynęło od zniknięcia okropnego obrazu, bo w chwili, gdy znikł, zegar wybijał godzinę trzecią, co słyszał podświadomie, całą myślą znajdując się przy córce.
— Już tylko trzy minuty — pomyślał, a patrzący teraz na niego dr. Chwostek powtórzył tę myśl głośno:
— Tak, jeszcze tylko trzy minuty! — gdy zaś Znicz spojrzał na niego wzrokiem pytającym, dodał:
— Zresztą, to nie gra roli. Wiem, że nie ustąpisz.
A mówił to takim głosem, jakby los Eli i jej towarzyszów był mu całkiem obojętny.
Znicz odczuł to i szepnął głosem smutnym:
— Córka!
W wyrazie tym jednak brzmiał raczej wyrzut pod adresem lekarza i pragnienie współczucia, niż chęć wywołania dyskusji, co do odpowiedzi, jaką ma dać Azjatom za parę minut, bo już odruchowy wykrzyknik jego zaraz po zniknięciu obrazu dowodził wymownie, że gotów jest poświęcić wszystko dla sprawy.
Dr. Chwostek odparł głosem pewnym:
— Nie ruszą...
Dalszą rozmowę przerwał Parker.
— Zaledwie parę minut pozostaje — mówił szybko. — Władze syberyjskie zaczęły już niewątpliwie poszukiwania. Należy więc koniecznie