Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie!
Parker zaklął ponownie i, zwróciwszy się ku dr. Chwostkowi, który, nie ruszywszy się z miejsca podczas całego tego dramatu, spoglądał teraz ciekawie na obu, zawołał gniewnie:
— Oh, gdybym przynajmniej wiedział, gdzie ich znaleźć. Byłby może jeszcze czas!
Jeszcze nie skończył, gdy dr. Chwostek odparł mu spokojnie, bezdźwięcznym swym głosem:
— U podnóża góry Ułan daba w Ałtaju, niedaleko granicy Rzeczpospolitej Syberyjskiej.
Bo chociaż i Parker zauważył, że, gdy Azjata zwracał się z groźną zapowiedzią do Znicza, Ela zdołała ruchem dolnej szczęki usunąć chustkę, zasłaniającą jej usta, i że porusza wargami, to jednak tylko dr. Chwostek wyczytał z tego niemego ruchu warg wyrazy, pozwalające mu teraz odpowiedzieć na okrzyk Parkera.
Naczelnika policji zdumiała w pierwszej chwili szybka odpowiedź lekarza, wnet jednak przypomniał sobie ruch warg córki Znicza i domyślił się wszystkiego. Nie bacząc więc już, czy i tę depeszę przejmą Palacze opjum i czy zdoła zapobiec katastrofie w odległym zakątku górskim, siadł u przyrządu radjotelefonicznego i zawiadomił władze syberyjskie o miejscu pobytu jeńców i o groźbie Azjatów.
Znicz, otrząsnąwszy się z ciężkiej zadumy, patrzał szeroko rozwartemi oczyma na telefonującego przyjaciela, a gdy Parker skończył, spojrzał ma-