Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/76

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    stu drapichrustów i głodomorów, a i ci wkrótce na wszystkie wiatry się rozlecieli.
    Oburzające wprost, że ze strony Niemców często gęsto słyszy się zarzut, że Polacy w tej wojnie zawiedli.
    Polacy zawiedli?!
    Kto zawiódł?
    Może tych sześćset tysięcy nieszczęsnych chłopów i robotników, którzy najgłębszą nienawiścią do Rosyi pałają, których pod eskortą bagnetów i nahajek na krwaw rzeź pognano, a do których rząd rosyjski swoją drogą tak mało ma zaufania i tak ich się podejrzliwie lęka, że polskie regimenty rozlokowano we wszystkich częściach Rosyi — na Uralu, na perskiej granicy, lub na Kaukazie?
    I któż miał robić to wyczekiwane, upragnione powstanie w Królestwie, pominąwszy już to, że w wielkich wojnach powstania małych narodów na ich, przez armie milionowe nieprzyjacielskie zalanym terytoryum, jest najgłupszym absurdem?!
    A może zawiedli onych czterdzieści tysięcy, z których każdy był bohaterem, a którzy w roku rewolucyjnym 1904/1905 padli ofiarą krwawej zemsty rządu rosyjskiego, a o których Europa nic nie wie, bo się »zagubili!?«
    A może zawiedli właściciele olbrzymich fabryk, swoją drogą przeważnie Niemcy i żydzi, którzy podczas pierwszej okupacyi Lodzi, niesłychane i wrogie