Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/54

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Przecież takie zbrojne powstanie musiałoby przynajmniej choćby jednę armię wykazać; by takowa była zdolna do walki, musiałaby być odpowiednio wyekwipowana, a przedewszystkiem uzbrojona.
    Któż miał dostarczyć umundurowania, karabinów, armat, amunicyi?
    Jakimże cudem miano to wszystko uskutecznić w małym kraju, obsadzonym przez potężne armie nieprzyjacielskie, którego cała ludność już przed wojną została zmobilizowana i pod obce chorągwie powołana, a, aby już z góry wszelką możliwość jakiegośkolwiek powstania wykluczyć wysyłano polskie regimenty do Syberyi, na Ural, na Kaukaz, do Azyi — niewielka tylko ilość Polaków jest zmuszoną wzajemnie się wymordowywać.
    Jakimże cudem — pytam się — byłby jakiśkolwiek naród w stanic zorganizować własną armię mimo najniesłychańszych wysiłków i nieludzkich wprost ofiar bez wszelkiej możliwości dostatecznych przygotowań w kraju, w którym posiadanie zwykłego Browninga pociągało już surowe kary, w kraju, w którym milionowa armia wroga od dawna była zakwaterowaną?
    Chyba kpiny!
    Dla tego niema powstania w Królestwie i nie mogło go być. To już prosty absurd wymagać od narodu, którego każdy ruch tysiącami powrozów skrępo-