Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/49

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    wadził znowu w Warszawie ów osławiony porządek — ach! jak już przywykła Europa do onego szatańskiego »L’ordre règne á Varsovie« — rewoltę robotników w Łodzi utopiono w morzu krwi, a ponieważ zabrakło rządowych katów na wytracenie 1300 ofiar, dla których wieszatiel Skałłon wyrok śmierci podpisał, więc posługiwano się zbrodniarzami, skazanymi na dożywotnie kary, którym przypadł w udziale wysoki zaszczyt, że wolno im było wieszać »ad majorem gloriam« cara »niebłagonadożnych«, a ponieważ więzienia caratu nie były w stanie objąć i pomieścić bogatego łupu, więc trzeba go było zarubrykować jako rzecz »zagubioną« — czterdzieści tysięcy ludzi: rzecz zagubiona!
    Ograbiona z swoich przywódców, oszukana we wszystkich swoich nadziejach nędznem wiarołomstwem rządu rosyjskiego, popadła Polska w głęboką, polityczną apatyę.
    I tylko głęboką, beznadziejną rezygnacyą po rozkosznych godach, kiedy konstytucya zdawała się być zapewnioną — tylko bezwolną i z wszystkich sił opadniętą rozpacz, która cały naród nagle opanowała, można sobie wytłomaczyć przydrożnego płotu chwytającą się politykę ostatniej doby w Królestwie.
    Rusofilizm?! Głupstwo! Polityka chwiejnych, słabych nóg, które się pierwszego lepszego oparcia czepiają!
    Rusofilizm? Brednie! To wszystko, co się w Kró-