Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/27

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    tyzmu — i Polakowi dostało się w udziale przeżywać wszystkie szatańskie męczarnie, gdy wolność utracił.
    A to chyba aż nadto zrozumiałem, że całkiem co innego oznacza wolność dla wpół dzikiego narodu, który jedynie tylko w głuchem poczuciu wolności o byt swój walczy, a co innego dla już świadomie wolnego narodu, który zażarte toczy walki z tyrani i samowolą swego rządu — a cóż dopiero mówić o poczuciu wolności u narodu, który rozpierał się w bezkresnem państwie absolutnej swobody i wolności, a teraz nagle we wszystkich prawach pogwałcony, kajdanami niewoli spętany został!
    I to do tego naród z przebogatą, chwały i blasku pełną przeszłością, starą wytworną kultur, naród, który był ongi dla całej Europy potężnem przedmurzem, o które się najwścieklejsze bałwany barbarzyńskiego i pohańczego Wschodu na pianę rozbijały, naród, którego kraj był chramem dla wszelakiej wolności sumienia!
    I straszliwe Dantejskie »ne sun maggior dolore di riccordarsi di tempi felice nella miseria« dało polskiemu pojęciu wolności przepastny tragizm i podkład najboleśniejszych cierpień; barbarzyński bestyalizm, z jakim się Moskale nad podbitym narodem pastwili, spotęgował pragnienie wolności aż do zaciekłej, obłąkanej chuci, w której nie było miejsca dla trzeźwych obrachunków, ani przystępu dla jakichkolwiek rozumowych wywodów, a w ekstatycznej miłości ku na