Strona:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu/28

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    kawałki rozdartej ojczyźnie, dla której najkosztowniejsza ofiara wdowim groszem się wydawała, najstraszliwsze męczarnie, dla niej ponoszone, rozkosz sprawiały, a śmierć i zniszczenie było jeszcze najlichszą daniną na jej ołtarzach — w tymto po przez wszelkie granice przelewającym się fanatyzmie miłości ku ojczyźnie osiągło pojęcie wolności Polaka oną. świętą i szczytną wyżynę, ku której inne narody z podziwem spoglądały, oną pomazańczą kapłańską dostojność, która kolana ugiąć kazała i on kipiący żar, który najtwardszy pancerz serca stapiał.
    To wydaje mi się być przyczyną. tego głębokiego zdumionego i podziwiającego szacunku, jakim cała Europa bohaterskich »Morituri« otaczała, przyczyną gorączkowego napięcia, z jakiem śledziła każdy etap tej świętej wojny, która się rozgrywała między garścią. śmierci poświęconych fanatyków miłości i wolności, a olbrzymim krwi chciwym, oprawczym Molochem, — przyczyną gorącego entuzyazmu, z jakim Europa witała każde zwycięstwo Polaków i przyczyną głębokiej depresyi i bolesnego współczucia, jak już bohaterskiemu plemieniu sił nie starczyło, a stokrotna przemoc oberwaną chmurą zagłady zwaliła się na polskie zagony.
    Ale nigdzie w całej Europie nie odezwał się polski Dzwon na trwogę tak potężnym echem, jak właśnie w Niemczech, nigdzie nie przeżywano śmiertelnego boju bohaterskich zastępów tak silnie i głęboko i współczująco i nigdzie nie znalazło to współprzeżywa-