Strona:Stanisław Grochowiak - Ballada rycerska.djvu/15

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    HUMANIZM


    Przepływały słodkie statki po różowym morzu,
    Wiatr ochładzał marynarzom malowane torsy...
    Na okrętach wieźli złoto, cielęta i paki
    Ze sznurami dzikich pereł. Cynamon i pieprz.

    Jedni kupcy mieli brody posplatane w warkocz,
    Drudzy kupcy mieli wąsy jak szable zagięte,
    Suknie na nich falujące, szumiące puszyście,
    A za złoto całowali śniade brzuszki dziewcząt.

    O, malarze niepośledni. Obrazy, o dziwa —
    O, statuy, o solniczki z toczonego złota,
    O, magnolie w grzywach kobiet płynniejszych niż koty,
    O, śnieżyste koty sjamskie przy wazonach róż.

    Z tej to bajki wyrósł prosto ślepiec płaskonosy
    Wielkie brzuchy chudych dziewcząt wgniecionych w kąt pryczy,
    Psy, co jedzą naleśniki, dzieci bardzo krzywe,
    Papierowe w błocie łódki, aspiryna, ość.