Strona:Stanisław Czycz - And.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pomyliłem piętra — i prócz jego palców — czy nie ma dłuższych niż ja — to by mu dawało przewagę — guziki miałem dobre, płaskie i dość duże, spędziłem cały ranek na ich poszukiwaniu w szafach, szufladach, rupieciach na strychu, „tak”, myślałem, „guziki mam dobre”, z Andem rozstałem się parę godzin przedtem, w nocy w tamtym pociągu, i przed południem miałem u niego być; powiedział:
„Przyjedź do mnie. Zagramy sobie w guziki.”