Strona:Stanisław Czycz - And.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




„Przyjedź do mnie. Ważna sprawa.”
i podpis, żadnego więcej słowa. I żadnego nie pamiętam od niego, wcześniej lub później, listu czy choćby jak ta kartki pocztowej, podobnie i ja do niego nie pisałem, mimo że czasem nie widzieliśmy się parę tygodni. I nie pamiętam też tej ważnej sprawy (widzę siebie, na tych schodach, przede wszystkim z guzikami), jestem najwyżej pewien że gdy przyjechałem on otwierając mi drzwi powiedział „dobrze że jesteś” bo zwykle to mówił, może i dodał — czasem dodawał — „właśnie czekałem na ciebie”, — na kartce nie ma daty lecz myślę że dostałem ją dawno i tę ważną sprawę — może naprawdę była — mogłem zapomnieć, zwłaszcza że od pewnego czasu niejasno widzę ważne,
niejasno prócz guzików majaczyło mi w myślach wszystko — i prócz jego palców — wtedy gdy zatrzymałem się żeby te guziki jeszcze raz obejrzeć (na tych schodach które przebiegałem dawniej — tak, bardzo już dawno — mając tyle ważnych — to pamiętam, tylko pamiętając nawet wiele spraw z tamtego czasu, nie widzę ważnych — tyle ważnych spraw i spiesząc się z nimi żeby którejś nie zapomnieć, i pod tymi drzwiami na których otwarcie czekałem zawsze z niecierpliwością) i żeby nie zapomnieć wypróbowanego w domu sposobu uderzania każdym, trafiania we właściwe miejsce, i gdy już otworzono mi drzwi i wydało mi się że