Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


myków ale znał cię wystarczająco żeby wśród wielu opowiedzieć mi i tę o tobie że przyniosłeś wiersze znanego wybitnego i oficjalnie nie istniejącego bo uciekł i bezczelnie cynicznie twierdziłeś że twoje po dokonaniu tam paru przekształceń całkiem niedbałych uważając ich najwidoczniej i też bezczelnie cynicznie za bandę durniów dlatego to zrobiłem bo nie wiedziałem że ci się tak spodoba jakby było twoje jak sprzątnięte tobie że i inni będą potem brać za twoje wyjdziemy „dla nas zawsze będzie każda śni po nocach o takich jak my jak ty zwłaszcza zaraz zobaczysz” ja się ciebie nie zapytałem dlaczego to zrobiłeś dławiąc śmiech powiedziałem Lidce nie wierzę sprzątnąłeś mi wychodzimy ty mi to sprzątnąłeś wychodzimy z zamykanej knajpy puste te słowa wszystkie jak ta flaszka „jeżeli i w twojej kieszeni jest tak pusto jak w tej flaszce to ten nasz wspaniały wieczór pozostaje nam już tylko ukoronować teatrem narodów” boczna uliczka okna już pogaszone żadnych świateł kamienny wąwóz rozjaśniony tylko szarawym niebem czy jest tu jeszcze ktoś ten obok to też ja nic nie mówi nie mówię to ja rozdwojony lub mi się dwoi w oczach czy widziadło w tej matowej ciemności i zatrzymuję się szedłem trochę z tyłu widzę idzie gdy ja stoję słyszę stuk butów jest ktoś tu jest jeszcze jakiś człowiek ucichło przystanął i on „no chodź myślałeś że nie zauważę chciałeś mi zwiać ja tylko udawałem że nie zauważam żeby cię teraz rozczarować myślałeś że ci się uda że to tak łatwo się udaje chodź kochany jeżeli już ja się poświęcam już nawet nie marząc o uwolnieniu się od ciebie no czekam nie zachciewa ci się chyba gonitw po nocy wiesz zresztą że łatwo cię złapię” nie uda się i jemu jak i on byłby już tutaj gdyby wiedział że jestem teraz tu w tym mieście zastanę cię i jesteś już na pierwszych ulicach zanim dojdę do twojego domu nie myślę że łatwo się udaje nie myślałem kurz i ciężki opar tego miasta ciemniał w wieczorze nie znałem powiedzenia o tanich demonizowaniach oczy w tej matowej ciemności już zanim dojdę otoczy mnie ten diabeł spoconego przemykającego pospiesznie pośród tylu i ręka przesuwana po brzuchu czy piersi urwany śmiech „każda śni o takich jak ty zwłaszcza” co by przypominało zrywanie się przeźroczystych wiatrów na długich polanach i nie chcę