Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żeby przypominało i chcę tych kłuć w skórze pleców i głowy nie uda mu się powie „tak oczywiście wychodzimy zaraz na dziwy czekają właśnie na takich” tylko że w jakiś miesiąc lub dwa gdy myślałem że już koniec widywań się z nim powinien czekać na mnie zmącą mnie ten opar szybko pociemniał zaraz się nie myślę że łatwo zaraz
zastanę nie uda się i jemu zwiać zmącą mnie ten
zaraz się przejaśnię powiedział „jesteś wreszcie” ja nie chciałem jechać na żaden zjazd zastanę go powie „dobrze że jesteś” nic co by przypominało przeźroczystych wiatrów zaraz się