Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(58 r.)
....

Strasznie fajnie że lipiec.
Mimo egzaminów (już po) ślicznie sobie odpoczęłam. Byłam sama w domu bo się mama obraziła. Przez ostatnią noc zrobiłam dużo aktów jednej babki. Wcale się nie znamy. Ona buja jak cholera i miło słuchać, i dziwny ma brzuch ta dziewczyna — podłużny. W ogóle konstrukcja anatomia czy biologia to bzdurna rzecz.
Boże, zapomniałam! dostałam cudownego Van Gogha; reprodukcje. I nie oddam. Bo po co? Mój, twój, nasz, wasz, ich.
No to gdzieś połowa lipca (?), przyjadę.
I co myślisz o tej przesłanej Ci temperze, i czy to może być jak zatytułowałam. Robiłam to przy Honeggerze. Strasznie go lubię. Można dużo rzeczy lubić nie rozumiejąc. A właściwie to się bardziej lubi wtedy (ja).
Odpisz czy termin około 15 Ci odpowiada. Zdaje się pisałam Ci już że w sierpniu będę pewnie w miejscowość popularna wśród różnego rodzaju twórców, nie wiem tylko czy długo wytrzymam bo tam są muchy.
Pa, napisz.


....

Jestem już w domu. Tam było strasznie fajnie. Zresztą już Ci pisałam stamtąd.
Jeżeli będziesz chciał przyjeżdżam do Ciebie 22 (wtorek). Ta moja ciotka jednak odpada bo jest teraz na wsi a dom zamknięty na cztery spusty. Dostaniesz chyba ten list do piątku że się będziesz mógł zastanowić i odpowiedzieć.
Piszę głupio i tak krótko bo jestem zmęczona, piszę zaraz gdy wróciłam, ale to fajnie włóczyć się tak po górkach.
Nie mogę jechać na wariata, napisz.