Strona:Sonety Shakespeare'a 1913.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III.

Ktoś powie może: »Tłomacz nie bogaty,
A dotknął tego, który objął światy;
Lub mowie mojej zarzuci purysta,
Że nie dość czysta.

Czemuż języka nie ma naród w pieczy?
Choć praw do niego nikt tu nie zaprzeczy.
Nie skąpią w ósmej rzeszy młodzi wiernej
Płodów moderny.

W klasie belfr czyta nutę romantyczną,
Lecz każe w domu czytać powieść śliczną:
Zychów, Reymontów, wieszcza z Ludzimierza,
Miasto psałterza.