Strona:Sonety Shakespeare'a 1913.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chociaż ich myśli nader cenię twórcze,
Wiem, że gdy cisnę pierwsze lepsze kurczę
Na bystre wody, to biedne opadnie
W mieliznę snadnie.

Muza klasyczna najlepszą jest matką;
Choć młodych straszy iż jest nazbyt gładką,
Lecz i dziecięciu poda pokarm zdrowy
I miód wymowy.

Lecz, nieuczony, nie myślałem o tym,
Aby sonety przenieść rymem złotym
W język nasz prawy i takie ryć zgłoski
Jak Kochanowski.

Dziś choć słowników poczet tomów mnogi,
To wiedzcie jednak: język nasz ubogi,
Bo wciąż te same słowa się powtarza,
Błędem zaraża.