Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wielki Daphni! kiedy cię okrutna śmierć brała,
A Thestylis na twoje konanie patrzała,
I sama ledwie zaraz konać nie poczęła,
Taki żal srogi, taką ranę w sercu wzięła:

Trzykroć mdlała, trzykroć ją od śmierci wracano,
25

Nakoniec i do ciała chodzić zabraniano.
Wszystkie gaje, wszystkie są wiadome dąbrowy,
Jakiemi ona lament rozwodziła słowy,
Jakie płacze kwiliła; każde miejsce brzmiało

Narzekaniem, aż się i niebu dostawało.
30

Nie płacz, Thestyli, nie płacz; tobie się nagrodzi
Twoja szkoda, tobie się inszy mąż nagodzi[1];
Nam nigdy taki sąsiad: długi wiek przeminie,
Nim się uchowa taki pasterz w tej krainie.

Gdyś ty, Daphni, na marach leżał, ani gnano
35

Bydła na paszą, ani w rzece napawano,
Ani wody dobytek w tamte dni kosztował,
Ani się trawy tykał; wszystkich żal zejmował[2].
Wszyscy śmierć twoję czuli, wszyscy cię płakali;

I niedźwiedzie i wilcy po tobie wzdychali:
40

Świadkami tego gory i puszcze głębokie.
Daphnis i Muzom stawił ołtarze wysokie,
Daphnis bogom kosztowne budował kościoły,
Za niego pełne gumna, za niego stodoły,

Za niego nieomylne były urodzaje,
45

Były i żyzne lata i wesołe kraje;
Teraz, kędysmy bujne posiali jęczmiony,
Kąkol brzydki panuje, abo owsik płony[3].
Prawie nas Bog zapomniał! Komu imię miłe

Daphnisowe, kwiatkami na jego mogiłę
50
  1. nagodzić się — trafić się
  2. zejmować — zdejmować
  3. płony — dziki, jałowy