Strona:Sielanki i inne wiersze polskie.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SOBOŃ.

Symichu, nie trzeba brać ostro przed się rzeczy.
Poruczmy Bogu, on tu niechaj ma na pieczy:

Od daje i dla wilka, i dla człeka złego,
35

On daje i dla pana; a więcby wszystkiego
Odbieżeć, że się trocha na stronę uroni?
Święta to wełna,[1] co się nią baran ochroni.
Bog nam da: za wydercą[2] zawsze nędza chodzi:

Wydziera, a nic nie ma. Bog wszystko nagrodzi,
40

Jeszcze też żon nie mawa; niechaj się ojcowie
Naszy frasują; ich to przynależy głowie.
A my co wesołego sobie zaśpiewajmy,
Ale co wesołego; pokoj troskom dajmy.

Widzisz, jako po zimie wiosna następuje?
45

I to ustąpić musi, co nas dziś frasuje.
Zaczni, abo ja zacznę, pojdziem na przemiany:
I wieniec piękniejszy jest, kiedy przeplitany.


SYMICH.

Zaczynaj ty; ja z tobą w rownią się nie liczę[3];

Tyś mistrzem na to, ja się dopiero kęs ćwiczę.
50

Wszakże nie wydam[4]; co kto umie, z tym się stawi:
Przy słowiku i sroka piosnkami się bawi.


SOBOŃ.

Skowroneczku, już śniegi na polach nie leżą,
Już do morza rzekami pienistemi bieżą.

A tyś rad, i ku niebu wzgorę polatujesz,
55

I garłeczkiem krzykliwym wdzięcznie przepierujesz[5].
Bo skoro wiosna role rozległe ogrzeje,
Skoro łąki kwiatkami pięknemi odzieje,

  1. welna.
  2. wyderca — wydzierca
  3. w rownią się nie liczę — nie uważam się za równego
  4. wydać — zdradzić, zawieść zaufanie
  5. przepierować — trele wywodzić