Strona:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


być własnym panem, jak ty ojcze, bo inaczej niedługo by trwała przyjaźń nasza!
Na to odrzekł stary Björn:
— Przyjaźń skończyć się może także i wtedy gdy pójdziesz w świat!
Syn ruszył w lasy, ciągnące się na północ i na wschód jeziora duwneńskiego, osiedlił się tam w zupełnej pustce, wykarczował drzewo i uprawił ziemię. Posiadłość jego leżała w parafji broeńskiej i nie pokazywał się nigdy w Svarstjö. Rodzice nie widzieli syna na oczy przez lat trzydzieści. Ale, o dziwo, akuratnie zeszłej niedzieli, kiedy Björn kończył życie, zjawił się nagle w domu.
Dziewczęta opowiadały sobie o tem, a słysząc to Jan poweselał odrazu. Były to wieści dobre. Zeszłej niedzieli Katarzyna, wróciwszy z kościoła, oświadczyła, że z Bjóörnem jest źle, a Jan spytał zaraz co słychać ze synem i czy po niego posłano.
Nie stało się to. Katarzyna słyszała, że żona Björna Hindriksona prosiła gorąco męża, by pozwolił posłać wieść Linnartowi, ale jej surowo zabronił. Stary oświadczył, że przynajmniej na łożu śmierci chce mieć spokój.
Jana nie zaspokoiło to wcale. Ciągle mu na myśl przychodził Linnart, zakopany w lasach, nie wiedzący o niczem. To też postanowił uczynić wręcz przeciwnie, jak chciał Björn i zawiadomić syna.
Nie wiedział jakim się sprawy potoczyły torem i dopiero tu, na pogrzebie wyjaśniło mu się wszystko. Przysłuchiwał się ciekawie opowiadaniu dziewcząt o Linnarcie i ojcu jego i zapomniał zupełnie kogo zaliczono do pierwszej i drugiej partji biesiadników.
Jedna z dziewcząt opowiadała szczegółowo.