Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dragoman przetłumaczył wszystko Mesullamowi, ale wróżbita siedział jeszcze wciąż w tym samym niedowierzającym, złym humorze.
— To pewne, że ten cudzoziemiec chce ze mnie żartować — pomyślał — może chce mnie drażnić temi mowami o Chrystusie.
Najchętniej byłby wcale nie odpowiadał, ale dragoman był uparty, więc parę słów powiedział.
Dragoman zwlekał z przetłómaczeniem.
— Co on powiedział — zapytał ciekawie cudzoziemiec.
— Powiada, że nic innego nie ma do powiedzenia, jak, że »sen jest marą.«
— Powiedz mu tedy odemnie — rzekł cudzoziemiec nieco zagniewany — że to nie zawsze prawda. Zależy od tego, kto śni sny.
Nim jeszcze dragoman te słowa przetłómaczył Mesullamowi, Europejczyk powstał i oddalił się lekkim, elastycznym krokiem przez długi korytarz.
Ale Mesullam siedział cicho i rozważał przez pięć minut odpowiedź cudzoziemca, poczem zrozpaczony padł twarzą ku ziemi.
— Allah! Allah! — zawołał — dwa razy tego dnia szczęście przeszło koło mnie! Cóż zawinił twój sługa, że ci się nie podoba?