Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

czci wszystko, co jest w ich mocy. Była nawet mowa o tem, żeby na jego cześć otworzyć w murze okalającym Jerozolimę zamurowaną bramę, zwaną złotą bramą, mającą być wejściem, którem Jezus wchodził do Jerozolimy w niedzielę palmową. Roztrząsano rzeczywiście ten projekt okazania dostojnemu cudzoziemcowi tak wielkiego zaszczytu, żeby wjechał do miasta tą bramą, zamurowaną od kilkuset lat, ale przypomniano sobie starą przepowiednię, zwiastującą, że kiedy ta brama będzie otwartą, ludy Zachodu wkroczą do miasta przez tą bramę i opanują Jerozolimę.
— Ale posłuchaj, co mi się przydarzyło wczorajszej nocy. Był prześliczny, jasny księżyc, pogoda piękna i wyszedłem sam na spacer, aby podjąć przechadzkę spokojną dokoła świętego miasta. Wyszedłem poza mury i szedłem wązką drożyną, która prowadziła wzdłuż muru dookoła miasta. Szedłem, a myśli moje błąkały się w odległych czasach, tak, że ledwie wiedziałem jeszcze, gdzie się zuajduję. Naraz uczułem zmęczenie i bardzo chciałbym był wiedzieć, czy wnet dojdę do jakiej bramy, przez którą mógłbym wrócić do miasta. Właśnie kiedy tak myślałem, spostrzegłem człowieka, otwierającego wielką bramę w murze tuż przedemną. Otworzył ją szeroko i wskazał, że mogę wnijść. Szedłem, jak już powiedziałem, zatopiony w ma-