Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cznym obrazem. Równocześnie wierzchnia farba opadła z całej kopuły, a obraz Chrystusa ukazał się w całej swej wspaniałości pośród aniołów i niebiańskich postaci. Wtedy robotnik krzyknął, a wszyscy ci modlący się w głębi meczetu podnieśli głowy. — A kiedy zobaczyli Zbawiciela, wyrwał się z ich piersi okrzyk zachwytu i wszyscy wyciągnęli ręce w górę. Ale kiedy spostrzegłem to zachwycenie, opanowało i mnie takie wzruszenie, że natychmiast się ocknąłem. Wszystko było tak, jak wpierw. Mozaikowe obrazy na suficie były pokryte żółtą farbą, a modlący się nadal nawoływali Allaha.
Kiedy dragoman przetłómaczył to opowiadanie, Mesullam otworzył jedno oko i obserwował cudzoziemca. Ujrzał człowieka, który zdawał się być podobnym do wszystkich innych ludzi z zachodu, jacy ten meczet zwiedzali.
— Nie wierzę, żeby ten blady człowiek miał widzenia — pomyślał. — Nie ma on ciemnych oczu, które mogą spoglądać za tajemniczą zasłonę. Sądzę raczej, że przyszedł tu, aby ze mnie żartować. Muszę się strzedz, aby mnie w tym dniu przeklętym znów jakie nowe upokorzenie nie spotkało.
Cudzoziemiec mówił dalej:
— Ty wiesz, wróżbito, że pewien dostojny cudzoziemiec w tych dniach zwiedzi Jerozolimę. Możnowładzcy tutejsi starają się zrobić ku jego