Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wynagrodzeniem zwiedzającym meczet przepowiada przyszłość.
Przed paru laty zdarzyło się pewnego popołudnia, że Mesullam, który jak zwykle siedział przy oknie, był w tak złym humorze, iż nawet nie odpowiadał na pozdrowienia przechodzących. Nikomu jednak nie przyszło na myśl oburzać się na jego niegrzeczność, gdyż wiedziano, że martwił się z powodu przykrości, jaka go tego dnia spotkała. Mianowicie Jerozolimę zwiedzał w tym czasie pewien potężny książę z Zachodu, przed południem tegoż dnia zwiedzał dostojny gość wraz ze swem otoczeniem meczet Eletksa. Przed jego przybyciem kazał przełożony meczetu we wszystkich kątach tego starego budynku posprzątać i kurz pozamiatać, a zarazem rozkazał, żeby Mesullam wyniósł się ze swego miejsca, uważając to za zupełnie niemożliwe, żeby on tam siedział podczas wizyty tak dostojnego gościa. Nie dość, że dywan był zupełnie podarty że wkoło niego była cała masa brudnych worów, w których Mesullam chował swoje mienie: Mesullam sam nie był niczem mniej, jak ozdobą meczetu. Był to niesłychanie brzydki, stary murzyn. Wargi miał niezmiernie grube, dolną szczękę ogromnie naprzód podaną, czoło bardzo nizkie, nos najwięcej chyba podobny do ryja; jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę, że Mesullam miał skórę grubą, pomarszczoną i tułów gruby,