Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


krępy, owinięty z musu brudnym, białym szalem zaledwie dziwićby się można, że mu zabroniono pokazywać się w meczecie w tym czasie, kiedy się tam znajdował zachodni książę.
Biedny Mesullam wiedział dobrze, że przy swej brzydocie był jednak człowiekiem niezwykle mądrym. Dlatego poczuł gorzki zawód, że nie zobaczy owego podróżnego gościa. Miał nadzieję, że da mu przykłady swej wielkiej wiedzy, jaką w rzeczach tajemnych posiadał i przez to powiększy jeszcze swe znaczenie i sławę. Kiedy ta nadzieja spełzła na niczem siedział zmartwiony godzina za godziną w szczególnej pozycyi, z głową w tył odrzuconą, z ramianami w górę podniesionemu, jakby wzywał niebios o sprawiedliwość.
Gdy zbliżał się wieczór, zbudził Mesullema z tego apatycznego bólu jakiś wesoły głos. Był to syryjski dragoman, który w towarzystwie samotnego podróżnika zbliżył się do wróżbity. Powiedział mu, że ten cudzoziemiec pragnie usłyszeć jakąś próbkę wschodniej mądrość; i dlatego chwalił przed nim zdolności Mesullema w wykładaniu snów.
Mesullam nie odrzekł ani słowa, trwając bez ruchu w poprzedniej pozycyi. Dopiero gdy dragoman powtórnie zapytał, czy zechce wysłucha i wyłożyć sny, które mu cudzoziemiec opowiedzieć pragnie, opuścił ramiona, skrzyżował je na pier-