Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie dostawała już Śnieżka listów od ojca, jeno krótkie kartki, w których donosił, że jest bardzo zajęty i nie ma czasu na listy. Ni słówkiem nie wspominał o mamzel Vabitz. Widocznie przywykł do niej nakoniec i myśl jego nie zajmowała się nią więcej niźli resztą domowników..
Na dnie duszy Śnieżki pozostała jednak odrobina niepokoju i nie umiem ci powiedzieć, jak się czuła szczęśliwą w chwili, kiedy mogła nareszcie siąść do powozu i ruszyć ku domowi. Doniosła w sam czas przed odjazdem, kiedy jej ojciec może oczekiwać w domu, a w liście tym pochwaliła go za to, że tak długo wytrzymał z mamzel Vabitz. W zakończeniu oświadczyła, że odtąd nigdy już nie użyje pomocy ludzi obcych i nigdy go już nie odjedzie.
— Ach! — zawołała Anna. — Więc i to nawet napisała ojcu Śnieżka? Musi jej sprawiać wielkie zadowolenie, gdy o tem wspomni.
— O tak! — oświadczyła Maja Liza. — Dużo jest rzeczy komicznych w tej bajce. Śmiech zbiera, gdy się pomyśli, jak uszczęśliwioną była Śnieżka, jadąc do domu. Była tak rozradowana, że to jej uczucie udzielało się wszystkim napotykanym ludziom. Tak było przynajmniej w początku podróży. Gdy zbliżyła się do wsi rodzinnej, zauważyła, że coś smutnego przychodzić musi na myśl tym wszystkim, którzy poznawali ją w przejeździe, gdyż twarze ich stawały się nagle poważne i wydłużały dziwnie.