Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i trapiła się przypuszczeniem, że pewnie dręczy on żarcikami od czasu do czasu nieszczęsną mamzel Vabitz.
Po dwu tygodniach od czasu wyjazdu, otrzymała Śnieżka niesłychanie komiczny list od ojca, wypełniony od początku do końca opowiadaniem, jak żyją z sobą. Pewnego dnia przybyli w odwiedziny porucznik Bergh i właściciel ziemski Julius. Grali w karty i śpiewali bellmanowskie pieśni. Na drug dzień nastąpiła kara! Mamzel Vabitz nie chciała doń mówić a przez cały tydzień dawała na obiad krwawe kiszki ze słoniną, lub śledzie z rzepą. Wczoraj jednak zjawiła się na stole krustada i smażone pstrągi, przeto widocznie wrócił do łask.
Śnieżkę rozweselił bardzo ten list. Poczciwy ojczulek posiadał duszę dziecka. Ale nie uspokoiło jej to zupełnie, co wyczytała. Następny list był dużo lepszy. Ojciec donosił, — że długi Bengt postanowił ożenić się ze swą długoletnią kochanką, wesołą Mają. A któż go przywiódł do tej zbożnej myśli? Mamzel Vabitz dokonała tego właśnie, przedstawiając mu, jak źle czyni, zwodząc przez czternaście lat dziewczynę, która mu zaufała.
Śnieżka czuła, jak zadowolonym musiał być ojciec. W liście tym nie pisał już jak przedtem „Vabitza,“ ale „panna Vabitz.“ Był to nieomylny znak, że drogi ojczulek przekonał się nareszcie, jak nieocenioną osobą jest jej chwilowa zastępczyni. Odtąd