Strona:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

uczysz, a co rzecz najgłówniejsza, wierzę ci bez zastrzeżeń.
W ten sposób stało się, że Sven Liljecrona porzucił skrzypce, a został zarządcą huty.
Maja Liza słuchała nie przerywając ni słówkiem. Dziwiło ją bardzo w głębi duszy, że ma lada chwila ujrzyć tego, który przeżył rzecz tak tragiczną, a umiał tak wiernie dochować miłości.
Milczała długo, potem zaś zwróciła się nagle do pastora i spytała:
— Czy brat pański ma ciemną cerę i czarne włosy?
— Tak! Cały jest czarny jak noc! — odrzekł.
Natychmiast przyszło jej na myśl, że zadała pytanie bardzo naiwne, ale przez cały ciąg opowiadania o Svenie rozmyślała, czy nie wygląda przypadkiem tak jak wysoki, czarny kowal z Henriksbergu. Wszakci i on miał niezmiernie smutne oczy. Nie mogła tego objaśnić, ale obaj zlali się w jedną postać w jej wyobraźni.
Patrząc na opartego o szafę, grającego wesołą polkę kowala, nie mogła pozbyć się tej myśli, że on to właśnie doznać musiał wszystkiego, czego się przed niedawnym czasem dowiedziała.
Minął ich, gdy Maja Liza i pastor spacerowali po gościńcu i zapadł taki zmierzch, że postanowili wracać do domu. Sanki przemknęły obok nich tak szybko, że żadne rozeznać nie mogło, kto w nich siedzi.