Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


grona zwisały w dół, pod ścianami i kolumnami ustawiono małe drzewka granatu i pomarańczy, całe okryte gęsto owocami. Podłogę wysłano płatkami róż tak grubo, że leżały miękkie jak kobierzec, a wzdłuż balustrady, na gzymsach, stołach, na niskich łożach do spoczynku, wszędzie rozpięte widniały girlandy z białych lśniących lilii.
W tym przybytku kwiatów szemrały tu i ówdzie duże marmurowe baseny, w których złoto i srebrno połyskujące rybki igrały w przejrzystej wodzie. Na drzewach siedziało pstre ptactwo z dalekich krajów, a w klatce stroszył się stary kruk, gadający nieustannie.
Na rozpoczęcie festynu wchodziły matki z dziećmi do galerii. Dzieci ubierano na wstępie do pałacu w białe szatki z purpurowym obszyciem i wkładano im wieńce różane na ciemne loczki. Kobiety wchodziły okazale w czerwonych i błękitnych szatach z białymi welonami, które z wysokiej stożkowatej fryzury, przetykanej złotymi monetami i łańcuchami, opadały ku dołowi. Niektóre niosły swe dzieci, siedzące wysoko na barkach, inne prowadziły synków za rękę, a inne znowu, których dzieci nieśmiałe były i trwożliwe, niosły je na ramieniu.
Kobiety pousiadały w galerii na ziemi. Skoro usiadły, przybiegali niewolnicy i ustawiali przed nimi niskie stoliki z wyborowym jadłem i napojami, tak jak na uczcie królewskiej być powinno.
I wszystkie te szczęśliwe matki zaczęły jeść i