Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dak. Poznajcie co jest wartym spojrzenia walecznego męża!
Podczas gdy żołdak dzień w dzień na tym samym miejscu wartę odbywał, najlepszą miał sposobność przypatrywania się pięknym dzieciom, igrającym wkoło niego. Ale z dziećmi jak z kwiatami. Nie pojmował, żeby warto było im się przypatrywać. Co w tym, aby się radować? myślał, widząc jak ludzie się uśmiechali, patrząc na igrające dzieci. To szczególne, że się ktoś może radować z niczego.
Pewnego dnia, kiedy żołnierz jak zwykle stał na swoim posterunku przed miejską bramą, ujrzał małego, może trzyletniego chłopczyka, idącego na łąkę, dla zabawy.
Było to ubogie dziecko, odziane w skórkę jagnięcą i zabawiające się samo jedno. Żołnierz stał i bezwiednie patrzył na małego przybysza. Pierwsze, co w nim zastanawiało, było to, że biegał tak lekko po polu, iż zdawał się unosić na źdźbłach traw. Ale gdy następnie zaczął wzrokiem ścigać jego igraszki, zdumiał się jeszcze bardziej.
— Na mój miecz, — rzekł wreszcie, — to dziecko nie zabawia się jak inne, co to może być, czym się ono tak raduje? —
Dziecko bawiło się o parę kroków od żołdaka, łatwo więc mógł jego czynności zauważyć. Widział jak pszczoła siedziała na brzegu kwiatu, tak obładowana pyłem kwietnym, że zaledwie mogła skrzydłami poruszyć do lotu, a dziecko wyciągnęło racz-