Strona:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i ujęło ją. Zauważył, na wielkie swoje zdziwienie, że pszczoła nie usiłowała uciekać, ani cięła żądłem. Mały trzymając ją bezpiecznie w paluszkach, pobiegł do szczeliny w murze miejskim, gdzie rój pszczół zamieszkał i posadził tam zwierzątko. Uratowawszy tak jedną pszczołę, pospieszył zaraz aby drugą ratować. Przez cały dzień widział żołnierz, jak zbierał pszczoły i odnosił do ula.
To dziecko bawi się doprawdy niedorzeczniej, niż ktokolwiek, kogo do dziś dnia widziałem, myślał żołdak. Co mogło mu wpaść do głowy, że usiłuje oto pomagać pszczołom, które sobie i bez niego mogą dać radę, a jego w dodatku pokłuć żądłami. Co za człowiek z niego urośnie, jeśli się wychowa?
Mały, dzień w dzień przychodził i bawił się na łące, a żołdak wciąż dziwował się jego zabawom.
To szczególne, myślał sobie, całe trzy lata stoję przy tej bramie na straży, a nigdy nie widziałem tu niczego, coby moje myśli tak zajęło, jak to dziecko.
Żołdak jednak wcale nie miał pociechy z tego dziecka. Przeciwnie, mały przywodził mu na pamięć straszną przepowiednię starego judejskiego proroka. Przepowiedział on mianowicie, że kiedyś czas pokoju zejdzie na ziemię. Przez przeciąg lat tysiąca nikt krwi nie przeleje, wojny żadnej nie będzie, a ludzie miłować się będą jak bracia. Kiedy żołdak pomyślał sobie, że coś tak okropnego