Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Z pośród tłumu wysunęła się nagle stara Sygryd Tursdotter. Wykrzyknęła, potrząsając w powietrzu swym koszturem:
— Kto powiedział, że księżniczka jedzie? Ja jedna, wiem tylko, kto jedzie do nas! Całą zimę, sama samiuteńka przesiedziałam w chacie, patrząc, jak dym się głębi nad ogniskiem. I co wieczór dym pełen był widziadeł. Stał się przed mojemi oczami, przybierając kształty ludzi w pancerzach, z włóczniami. Wiem, co to znaczy, gdy dym zaludnia się rycerzami. Są to wysłańcy tych, którzy w ciemną noc, kiedy będziemy spali, podkradną się do domów naszych. Śpiąc, nie będziemy słyszeli, że się zbliżają, a obudzimy się, kiedy czerwony kogut zapieje na dachu, gdy zaczniemy dusić się od dymu w domostwach naszych, kiedy za gorejącemi ścianami usłyszymy zwycięskie krzyki rycerzy norweskiego króla.
Słuchając Sygryd Tursdotter, ludzie drżeli z przerażenia. Lecz syn węglarza zastąpił jej drogę, mówiąc:
— Co mnie obchodzą kłęby waszego dymu? Widziałem księżniczkę! Jedzie na koniu w błyszczącej koronie!
Kowal Per, nie chcąc łudzić włościan nadzieją, która się spełnić nie może, rzucił się na Rasmusa, zaciągnął go do kurnej izby, gdzie znajdowała się kuźnia, wepchnął go tam i założył wejście kamieniem, który służył za drzwi.
Rasmus jednak i tam nie przestawał krzyczeć: