Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Widziałem księżniczkę! I wszyscy powinniście się cieszyć, że jedzie!
Nie zdążył jeszcze kowal Per wyprowadzić chłopca, gdy we wsi ukazał się człowiek wyjęty z pod prawa, który od wielu lat błąkał się w lesie. Podobny był do dzikiego zwierzęcia w swem ubraniu ze skór i najeżoną brodą. Lecz biegł, podskakując, śmiał się głośno, radośnie, wymachując nad głową zieloną gałązką, jak gdyby na znak pokoju. Obiegł całą wioskę, zatrzymując się przed każdym zwałem sczerniałych ruin i krzyczał tak głośno, że można go było słyszeć i w ciemnych piwnicach, służących za mieszkanie.
— Księżniczka jedzie! Widziałem księżniczkę!
Wygnaniec, dobiegłszy do wielkiego podwórza Folke Lagman, obwoływał przyniesioną wieść równie, jak i przed innemi zagrodami. Lecz Folke Lagman, usłyszawszy jego słowa, wyszedł ze swej piwnicy stary, zgarbiony, i powiedział:
— Pokój z tobą, wygnańcze. Dlaczego przychodzisz do nas z kłamstwem na ustach? Chcesz, byśmy ci przebaczyli? I bez tego uwalniam cię od kary. Możesz więcej nie wracać do lasu. Sami jesteśmy jako skazańcy i nie mamy potrzeby wyłączać kogokolwiek z pośród nas.
— Dlaczego mi nie wierzysz? — zapytał wygnaniec. Czy nie wiesz, że król Inje obiecał przysłać na wiosnę dziewicę pokoju?
Starzec rzucił nań zmęczone, beznadziejne spojrzenie.