Strona:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Niech się stanie woła twoja, dziewczę! — zawołali. — Drogę masz wolną!
Księżniczka siedziała bez ruchu, Utkwiwszy wzrok pełen tęsknoty w dalekie góry, pokryte lasem. Za nimi był dom rodzinny, gdzie chciała się schronić, jak zwierz raniony, uciekający do legowiska. Długo patrzyła w ten sposób, a oczy pałały tak silnie, że łzy jej obeschły.
W milczeniu zawróciła konia i znowu zaczęła jechać w kierunku doliny.
Zawróciła z własnej woli, nie pod przymusem, z miłości tylko do tego wzniosłego pokoju.
Znowu jechała przez dolinę, lecz bez pośpiechu i wesołości.
Powoli przebyła pochyłość, wiodącą do Sturgordu i przejechała obok pogorzeliska do rzeki i brodu.
Lud szedł za nią w milczeniu i szeptał, że nie należy jej niepokoić, że nikt nie powinien sławić jej czynu.
Płynąc na starym promie, księżniczka zsiadła z konia i zaczęła patrzeć na wodę. Cichutko szeptała do siebie:
— Czy widzisz tę wielką rzekę? Jak wolno płynie do morza! Miękkie fale bez namysłu wpadają w jego silne objęcia, chociaż czasami wydaje im się strasznem i niebezpiecznem. Jeżeli rzeka napotka na swej drodze małą, spokojną, zarośniętą trzciną zatokę — i tam się nie zatrzyma. Gdyby kiedykolwiek zechciała wrócić do cichego strumyka w gęstwinie leśnej, skąd wzięła początek — nie może tego doko-