Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się i robię znak, że muszę wejść do moszei, wtedy wszystko się ucisza“.
„Straszna rzecz, skoro spostrzegą, że nie jesteś mahometaninem“.
„Odwracam się raz jeszcze za nimi, ale widzę ie są do mnie odwróceni plecami i rozmawiają między sobą“.
„Może spostrzegli coś, co dla nich ważniejsze niżeli ty?“
Zdaje mi się, że tak.
„Nakoniec jestem w starej moszei El-Aska, gdzie znajduje się rajska studnia“, rzekł Bo, i przechodzę tuż obok dwóch filarów w bramie, które stoją tak blisko siebie, i o których, jak wiesz, podanie mówi, że tylko sprawiedliwy może przejść między nimi. Otóż, mówię w duchu, dziś nie mogę nawet próbować przecisnąć się między filarami, dziś właśnie, kiedy przychodzę tu z zamiarem skradzenia wody“.
„Jak możesz myśleć coś podobnego“, przerwała mu Gertruda „to przecie najlepszy czyn jaki popełniłeś w twem życiu“.
Gertruda leżała teraz z błyszczącemi oczami pełna radośnego oczekiwania. Miała tak silną gorączkę w tej chwili, że nie mogła oddzielić fantazyi od rzeczywistości, i była silnie przekonana że Bo jest rzeczywiście w drodze do studni rajskiej, aby z niej zaczerpnąć wody.