Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Tak“, rzeki Bo. „Będę czuwał nad nią; o ile mogę najlepiej“.
„Spróbuj nakłonić ją do picia, ażeby przestała wierzyć, iż musi zginąć z pragnienia“, szepnęła mu Betsy na odchodnem.
Bo usiadł teraz na miejscu Betsy obok łóżka, a Gertrudzie zdawało się być zupełnie obojętnem kto siedział przy niej, Betsy, czy on. Mówiła wciąż jeszcze o rajskiej studni, uśmiechała się i wyobrażała sobie, jak orzeźwiająca świeża i czysta musiała to być woda.
„Widzisz Bo, nie mogę przekonać Betsy, że woda w tej studni lepsza jest niż we wszystkich innych“, skarżyła się. Dlatego też nie stara się sprowadzić jej dla mnie“.
Bo zagłębił się w rozmyślaniu.
„Myślę o tem, rzekł, czy nie mógłbym sam pójść tam i przynieść ci trochę tej wody“.
Gertruda przelękła się bardzo i przytrzymywała go za rękaw, aby nie poszedł.
„O nie, nie myśl o tem, skarżę się tylko przed Betsy, ponieważ mam takie straszne pragnienie. Wiem przecie dobrze, że ona nie może mi sprowadzić wody z tej studni rajskiej; panna Young powiedziała, że mahometanie uważają ją za tak świętą, iż za nic w świecie nie pozwoliliby chrześcijaninowi zaczerpnąć z niej wody“.