Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sięgnąć dna studni chociaż próbowało wielu, nieskończenie wielu“.
Gertruda westchnęła głęboko; potem zaczęła znów mówić. „Zdaje mi się, że przyczyną tego jest to, że nie powinniśmy za życia widzieć raju“.
„Tak, rzecz się ma z pewnością tak“, rzekła Betsy.
„Ale dla nas najważniejszą jest rzeczą wiedzieć o tem, że raj jest tam na dole, że spoczywa we śnie i czeka na nas“.
„Tak, w istocie“.
„Teraz zrozumiesz też Betsy, że wtej studni, która ma swój początek w raju musi być zawsze świeża, czysta woda“.
„Ach droga Gertrudo, gdybym tylko mogła postarać się dla ciebie o tę wodę, której tak bardzo pragniesz!“ rzekła Betsy z smutnym uśmiechem.
Właśnie gdy to Betsy mówiła, jedna z jej małych sióstr otworzyła drzwi i skinęła na nią.
„Betsy, mama zachorowała“, rzekło dziecko, „leży w łóżku i prosi, abyś przyszła“.
Betsy była w kłopocie, nie wiedziała, czy może opuścić Gertrudę. Ale po chwili powzięła postanowienie i zwracając się do Boa, który wciąż jeszcze stał przy drzwiach, rzekła:
„Czy mógłbyś zostać przy Gertrudzie i czuwać nad nią podczas mojej nieobecności?