Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy jednak Bo spojrzał raz jeszcze na nią pytająco, Betsy próbowała skłonie Gertrudę, ażeby wyjaśniła, co ma na myśli.
„Zdaje mi się, że nigdzie w Jerozolimie nie ma wody źródlanej“, rzekła.
„Dziwna rzecz, że taką masz złą pamięć«, rzekła Gertruda. „A może nie byłaś wtedy z nami, gdy zwiedzaliśmy stary plac, gdzie niegdyś stała świątynia żydowska?“
„I owszem, byłam z wami“.
„Nie było to w Moszei Omara“, rzekła Gertruda, przypominając sobie „nie było to w tej pięknej moszei na środku placu, lecz w starej i brzydkiej, która stoi po stronie poprzecznej. Czy nie przypominasz sobie, że była tam studnia?“
„Tak przypominam sobie to“, rzekła Betsy, ale nie rozumię, dlaczego woda z tej studni wydaje ci się lepszą niż każda inna“.
„Ciężko to dla mnie, że muszę tyle mówić, mając tak piekące pragnienie, skarżyła się Gertruda. Mogłaś przecie spamiętać sobie także, co opowiadała o studni panna Young“.
Było jej rzeczywiście trudno mówić z wyschniętemi wargami i palącem gardłem, lecz zanim jeszcze Betsy zdołała odpowiedzieć coś, opowiadała już gorliwie, co słyszała o studni.
„Jest to jedyna studnia w Jerozolimie, która