Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gertruda nie odpowiadała nic, ale po chwili zaczęła łkać i płakać.
„Drogie dziecko, dlaczego płaczesz?“ zapytała Betsy.
„Straszna to rzecz, że mi nikt nie chce dać wody przydatnej do picia“, skarżyła się Gertruda, „ze leżę tu i muszę zginąć z pragnienia, i nikt nie ma ze mną litości!“
„Wiesz przecie, że chętniebyśmy ci pomogli, gdyby to było możliwe, rzekło Betsy, gładząc rękę chorej.
„Dlaczegóż nie chcecie mi dać wody?“ łkała Gertruda. „Tylko z tego straszliwego pragnienia zachorowałam i z chwilą gdybym napiła się świeżej wody, wyzdrowiałabym“.
„W całej Jerozolimie nie ma lepszej wody od tej“, rzekła Betsy zasmucona.
Ale Gertruda nie słuchała jej.
„Nie byłoby mi tak źle, gdybym nie wiedziała, że jest przecie w Jerozolimie lepsza woda“, skarżyła się, »Muszę tu zginąć z pragnienia, a w Jerozolimie jest cała studnia pełna świeżej czystej wody!“
Bo drgnął usłyszawszy te słowa i spojrzał pytająco na Betsy. Ale ona ruszyła ramionami i potrząsła głową. „Ona sobie to wmawia“, zdawała się mówić.