Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy Karina przechodziła obok swych dawnych przyjaciół ze wsi, kilka z nich pozdrawiało ją mówiąc: „Dziękujemy ci, Karino“.
Gdy drzwi zamknęły się za Kariną amerykanie zaczęli znów mówić o wyjeździe Szwedów, jak gdyby nic nie było zaszło. Szwedzi nie odpowiadali ani słowa, ale jeden po drugim wymykał się z sali.
„Dlaczego odchodzicie? zapytał jeden z amerykanów. „Skoro pani Gordon powróci, rozpocznie się dopiero posiedzenie“.
„Czyż nie widzicie, że wszystko już rozstrzygnięte?“ rzekł Ljung Björn. „Dla nas nie potrzebujecie odbywać posiedzenia. Zapomnieliśmy o tem wprawdzie, lecz teraz wiemy na nowo, że tylko sam Bóg może rozstrzygać o naszym powrocie“.
I z podziwieniem zauważyli amerykanie, że Ljung Björn i wszyscy jego towarzysze, podnieśli wyżej głowy i nie wyglądali już tak pomieszani i przygnębieni, jak przedtem, gdy przyszli na zebranie.
Wróciły im siły i wytrwałość, gdy ujrzeli jasno przed sobą swą drogę i nie myśleli o tem, by uciekać przed niebezpieczeństwem.


∗             ∗

Getruda leżała chora w malej izdebce, którą zajmowała przedtem razem z Gunhildą. Było tam wesoło i ładnie. Bo i Gabriel sporządzili sami meble; były lepszej roboty i bardziej ozdobne, niż meble